O autorze
Maciej Rajk - (ur. 1984) pisarz i podróżnik, autor powieści „Miłość i inne pajęczyny”, „Bracia” i wydanej w tym roku powieści o podróży do Brazylii „Wyjechać”.
W przeszłości: asystent posła, domokrążca w Irlandii, HR-owiec, rekruter, dziennikarz, redaktor, współwłaściciel wydawnictwa i konsultant biznesowy.
Niedawno ukazała się jego powieść biograficzna, oparta o wspomnienia Marcina Twardowskiego "Spowiedź Selekcjonera". Obecnie mieszka w Londynie.

Trzydziestka: Marzenia a Dojrzałość

Trzeci krzyżyk, czyli trzydziestka na karku
Trzeci krzyżyk, czyli trzydziestka na karku Maciej Rajk
Skończyłem w tym miesiącu trzydzieści lat. Z jednej strony to tylko numerek, który nic nie znaczy. Z drugiej to jednak kamień milowy, który zmusza do zastanowienia się nad drogą, którą podążaliśmy i którą podążać będziemy.

Moje doświadczenie nie jest ani tak nagłe, ani tak dramatyczne, jak opisywał to na początku czternastego wieku Dante Aligheri:



W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.


Refleksje zaczęły mnie nachodzić już dobrych parę miesięcy przed trzydziestymi urodzinami. Zmiana perspektywy zaszła powolutku, prawie niezauważalnie...

Młodość i dzikość serca

Dla wielu mógłbym prawdopodobnie być przykładem skrajnie nieodpowiedzialnego faceta. By pisać swoje powieści rzucałem dobrze płatne, tzw. „rokujące” stanowiska w wieku 23-ech, 24-ech, 27-miu i 28-miu lat. W cholerę cisnąłem HR i francuską korporację, własną firmę, redaktorskie stanowisko i kierowanie konsultanckim działem w Warszawie. Za każdym razem przychodził moment, kiedy patrząc w lustro mówiłem sobie: „Maciek. Przecież ty chcesz być pisarzem i nic innego cię nie interesuje.” Frustracja narastała i parę miesięcy później drukowałem rezygnację na firmowej drukarce i po okresie wypowiedzenia w radosnym szale, świadom tykającego zegara, rzucałem się do tworzenia.
Bardzo to pięknie i filmowo. Jednak za każdym też razem, mniej więcej pół roku później, z uszczuplonymi oszczędnościami i stopniałą wiarą w moc pióra, wracałem na rynek pracy. Przeżyłem wyłączenie prądu w mieszkaniu, wspólnotę mieszkaniową dopominającą się o zaległy czynsz i lato o ryżu z gotowaną marchwią. W braku pieniędzy nie ma absolutnie nic romantycznego – jeżeli jesteś młody i zdrowy, możesz się co najwyżej z tego śmiać. Choć nie za głośno...

Rozsądek rośnie w siłę

To nie jest tak, że poniosłem totalną klęskę. Mam na koncie cztery opublikowane powieści, wizyty w najpoważniejszych programach telewizyjnych, masę cudownych wspomnień ze spotkań z czytelnikami. Do możliwości utrzymywania się z klawiaturo-klekotu nigdy się jednak nawet nie zbliżyłem. Moje literackie wyczyny przyniosły mi w sumie finansowo mniej niż przynosi mi miesiąc londyńskiego konsultancenia.
Nie skarżę się. Fakty są jasne – gospodarka i społeczeństwo wybitnie bardziej potrzebują moich zdolności analitycznych, interpersonalnych itp. niż literackich. Rozważanie co by było, gdybym był lepiej rozpromowany, bądź gdyby ludzie czytali więcej książek uważam za absolutnie jałowe, a wręcz szkodliwe – ofiarę z siebie robić to nie sztuka. Podejmowałem pewne decyzje i osiągnąłem pewne rezultaty,
W rezultacie niedawno chyba ostatecznie pogodziłem się z faktem, że z pisania utrzymywać się nie będę. A już na pewno nie w najbliższym czasie. Piję zdrowie wszystkich autorów książek a la „Alchemik”, „Sekret” i tym podobnych. Zacne idee państwo głosicie, ale istnieją pewne granice. Przynajmniej dla mnie.
Stopniowo, powoli, prawie niezauważalnie w moje decyzje wkrada się rozsądek. Nie uważam, żebym zgorzkniał. Moja akceptacja ma charakter pogodno-pesymistyczny. Cieszę się też, że przyszła kiedy przyszła. Parę lat wcześniej, a skazałbym się pewnie na tragiczny kryzys wieku średniego, kiedy to rozpaczałbym nad zaprzepaszczonym talentem literackim. Parę lat później, a znalazłbym się w przykrej sytuacji, gdzie nikt nie chciałby dać mi sensownej pracy. Jak wiadomo marzycielom nikt nie ufa.
Już i tak nieraz łapałem się na porównywaniu się ze znajomymi z czasów liceum, którzy podejmowali rozsądne decyzje od samego początku. Dzisiaj to dyrektorzy w firmach finansowych, lotniczych, właściciele firm... Na szczęście nie spóźniłem się kompletnie na pociąg pt. „Kariera”. Przenoszę się właśnie do nowej firmy i gdzieś tam tytuł „dyrektor” zaczyna się w opisie stanowiska błąkać.

Realista z samowiedzą

Wiem o sobie dużo więcej. Mniej mam marzeń, ale też mniej obaw. Wiem na co mnie stać. Znam swoje mocne strony i wiem też nad czym muszę pracować. Nie spędzam godzin zamartwiając się tym co przyniesie przyszłość.
Jestem mniej odważny, ale i mniej strachliwy. Brzmi to paradoksalnie, ale ludzie w moim wieku będą wiedzieć o co mi chodzi. Nie porwę się z motyką na księżyc, jak kiedyś, ale też nie kurczę się przed potężnym wyzwaniem, bądź projektem. Wiem, że jak się uprę, zaprę i zawezmę, to osiagnąć mogę dużo.
Podobno ludzie otwarci są najbardziej na ryzyko do 26-28-ego roku życia i potem po 55-tym. Ma to sens. Najpierw szukamy swojego miejsca, nie mamy nic do stracenia i próbujemy na co nas stać. Na późne lata z kolei, mamy już na swoim koncie pewne osiągnięcia i nie boimy się rzucić własnych sił na szalę – nikomu nic nie musimy udowadniać, a dzieci już pewnie są odchowane... Widzę to u siebie. Wyszalałem się do granic, a teraz chcę w wybranej dziedzinie osiągnąć tak wiele jak potrafię.

Iskierka szaleństwa zostaje

Rozsądny Maciek nie sprzedał się jednak doszczętnie. Nadal piszę, nadal czytam powieści w ilościach przemysłowych i nadal snuję literackie fabuły. Daję sobie jednak więcej czasu. Nie próbuję osiągnąć sławy czy uznania „zanim skończy się rok”. Robię swoje i regularnie poświęcam pewną ilość czasu na coś co jest niezwykle bliskie mojemu sercu. Na pisanie – powieśći, artykułów, opowiadań... Nie zamilknę, proszę się nie martwić.
Urlop planuję wykorzystać na napisanie scenariusza...

Słowo na koniec

Bardzo, bardzo proszę podzielcie się swoją opinią w komentarzach. Zwłaszcza jeśli macie 26-34 lata. Wydaje mi się, że za mało się o tym rozmawia. Zbyt mało czujemy w tym okresie wsparcia – każdy bije się sam ze swoimi demonami, widząc wokół uproszczone i stereotypowe obrazy rówieśników. Gdyby wierzyć mediom, to okazałoby się, że ludzie dzielą się na nielicznych tych, którzy gonią za swoimi marzeniami i słuchają serca bez względu na cenę oraz na tych (zdecydowana większość), którzy podejmują same bezpieczne i racjonalne decyzje. Tymczasem wydaje mi się, że wielu z nas ląduje gdzieś po środku. Ja z pewnością.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi to obnażenie własnych rozterek. Obiecuję odpisać na każdy komentarz.
Trwa ładowanie komentarzy...