Jak student z Maroka rozkręcił w Polsce biznes modowy?

Meqnes
Moda jest jedną z najtrudniejszych na świecie branży biznesu, a jednak Kamal Jahid - student z Maroka, który zaczynał swoją przygodę z Polską jako stażysta w Orlenie - rozkręcił u nas odnoszące sukcesy marki. Dziś ze skórzanymi torbami produkowanymi w Polsce rusza na podbój świata.

Maciej Rajk: Skąd Ty właściwie wziąłeś się w Polsce?

Kamal Jahid: Studiowałem ekonomię w Maroku i raczej się nudziłem. Któregoś razu trafiłem do klubu, gdzie bawiła się spora grupa cudzoziemców. Kolega przedstawił mnie i okazało się, że wszyscy należą do organizacji AIESEC, która organizuje wymiany studenckie. Stwierdziłem, że to coś w sam raz dla mnie. Początkowo dostałem się na wymianę do Turcji, ale ktoś pomieszał papiery i w rezultacie zaproponowano mi w zastępstwie Polskę. Musiałem sprawdzić na mapie, gdzie to jest i wcale nie byłem bardzo chętny, ale Ula z polskiego Aiesec napisała mi cudowny list z zaproszeniem i pomyślałem, że tam muszą żyć przyjemni ludzie. (śmiech). Byłem zdecydowany wyjechać, więc zacząłem się pakować. Rodzice byli w lekkim szoku, dziadek dał mi stary radziecki kożuch po rosyjskim przyjacielu, który był kiedyś jego sąsiadem w Rabacie, mówiąc że jest tam bardzo zimno i byłem gotowy do drogi. Ludzie w polskiej ambasadzie byli zachwyceni - w 2008 roku mało osób przyjeżdżało na dłużej do Polski! Co zabawne, w dzień po podpisaniu papierów, złamałem nogę na boisku…

MR: I do Polski trafiłeś w starym radzieckim kożuchu i o kulach? Widziałem zdjęcie… (na zdjęciu)

KJ: Dokładnie tak. Marokańczycy wyjeżdżają na studia do Francji, Hiszpanii, Holandii, Włoch… Ja jechałem do Polski, żeby pracować dla Orlenu w Płocku. Założyłem tu swoją firmę, zajmującą się tworzeniem szkoleń rozwoju osobistego na rynek francuski,; biznes rozwinął się świetnie, a teraz zajmuję się modą.

MR: Co sprawiło, że wciągnął Cię świat mody? Kiedy się poznaliśmy sześć lat temu, ubierałeś się dobrze, ale nie miałem wrażenia, że przywiązujesz dużą uwagę do stroju. Dziś codziennie wyglądasz jakbyś zszedł z okładki GQ.

KJ: Dzięki! (śmiech) Korzenie tego sięgają gdzieś do reakcji Polaków na moją osobę. Poznana w klubie dziewczyna zapytała mnie kiedyś czy pracuję w kebabie. Nie ma nic złego w takiej pracy, ale chciałem mieć pewność, że ludzie od pierwszej chwili będą traktować mnie poważnie. Był to rok, w którym zacząłem chodzić na wszystkie imprezy w garniturze od Zary - pamiętasz ten garnitur?

MR: Widziałem go tyle razy, że chyba mógłbym go narysować z pamięci (śmiech).

KJ: No właśnie. Oczywiście mówiłem wszystkim, że mam dziesięć podobnych garniturów. (śmiech). Różnica w odbiorze, w tym jak ludzie odnosili się do mnie, pierwsze wrażenie jakie robiłem… Kolosalne.

MR: Zatem moda to narzędzie?

KJ: Styl. Styl to narzędzie. W pewnym sensie to właśnie stylem, a nie modą się zajmuję. Styl jest praktyczny. W stylu piękne jest to, że ludzie rozumieją, kim jesteśmy, zanim nawet otworzymy usta. Nasz strój to nasza wizytówka i tworzenie takich wizytówek, w których eleganccy mężczyźni mogą odnaleźć siebie, jest moją pasją. Projektowanie czegoś, co nigdy nie wyjdzie poza wybieg mody mnie nie interesuje. Nie jestem projektantem, raczej dyrektorem kreatywnym. Widzę, co jest eleganckie, widzę, co spodoba się ludziom i… pracuję, by taki produkt powstał. Artystyczną modę pozostawiam… artystom.

MR: Tworzysz i sprzedajesz dzisiaj poszetki, garnitury i eleganckie torby skórzane. Zaczęło się od poszetek, prawda?

KJ: Tak, kiedy zacząłem nosić garnitury, szukałem czegoś, co doda im charakteru. Pomyślałem o poszetkach, ale te, które widziałem w sklepach, wydawały mi się nudne. Jednolity kolor albo kropki i linie. W Maroku lubimy złożone, płynące wzory, motywy kwiatowe, barwę! Kupiłem sobie całą serię w Rabacie i potem nieustannie pytano mnie o nie w klubach. Pomyślałem, że skoro kocham styl, męską elegancję, to mogę się tym zająć. Poszetki to temat bez dna - różne materiały, różne metody składania, różne wzory. Bardzo mnie to wciągnęło.

MR: Później nie było już odwrotu ze świata mody?

KJ: Dokładnie (śmiech).

MR: Wiem, że Twoje torby właśnie wchodzą do sprzedaży w USA. Czym różnią się od innych eleganckich produktów tego rodzaju?

KJ: Większość skórzanych toreb jest tworzonych ze średniej grubości skóry. Przez to nosi się je trochę jak worek z uszami. Nasza torba jest z najgrubszej skóry, jaką można dostać na rynku, przez co ma strukturę i zachowuje kształt.

MR: Skórzana szkatułka?

KJ: Bez przesady. Raczej solidna męska torba. (śmiech). Ponadto zamiast „chować” szwy, traktujemy je jako część designu. Są grube i dodają torbie charakteru – tak jak to się robi w Maroku. Poza tym, torba jest w dużym stopniu szyta ręcznie, co sprawia, że każda jest wyjątkowa. Co ciekawe, szyjemy je w Polsce – byłem zaskoczony, jak świetnie rozwinięta jest tutaj produkcja wyrobów skórzanych! Skóra farbowana jest przy użyciu barwników roślinnych, co jest najnowszym trendem. Przez znajomych poznałem kierownictwo lokalnej manufaktury i kiedy zobaczyli mój prototyp - po prostu się w nim zakochali.

MR: To będzie, to w takim razie, polska czy marokańska torba?

KJ: Styl tej torby, kształt i design są marokańskie. Jednak chciałem z niej uczynić elegancki, europejski produkt. Jeżeli pojedziesz na rynek w Maroku, zobaczysz starszych mężczyzn szyjących te torby grubymi nićmi. Kiedyś tworzyli oni piękne, dopieszczone wyroby, dziś - niestety - pracują z myślą o turystach, więc coraz bardziej liczy się ilość, a nie jakość. Tego rodzaju produkt ma swój urok - to piękne, autentyczne i niedoskonałe torby. Ja chciałem uchwycić ich esencję i odtworzyć przy użyciu najlepszych polskich technik garbarskich. Dusza jest marokańska, ale wykonanie i jakość to najlepsze, co Polska ma do zaoferowania.

MR: Skąd wziął się pomysł na te torby?

KJ: Tony Cowen, mieszkał sześć miesięcy w Marakeszu. Włóczył się po bazarach i wpadł na śliczną, tradycyjną skórzaną torbę. Ma ją już piętnaście lat i gdzie by z nią nie jeździł, (a otwierając sieć siłowni Jatomi jeździł po całej Europie), ludzie pytali go, gdzie można kupić taką torbę. Raz nawet w ekskluzywnym szwajcarskim hotelu ktoś chciał ją od niego kupić za tysiąc dolarów. Oczywiście torby z taką historią się nie sprzedaje.
Ta historia żyła w mojej podświadomości, aż wreszcie postanowiłem polecieć do Marakeszu i zobaczyć, jak wygląda produkcja takich toreb. W tym momencie produkowaliśmy już poszetki i garnitury, także eleganckie skórzane torby wydały się idealnym następnym krokiem w rozwoju. Maroko znane jest od wieków z obróbki skóry, po francusku na wyroby skórzane mówi się - po prostu - maroquinerie. To kapitałochłonne przedsięwzięcie, więc szukamy teraz dodatkowych funduszy na Kickstarterze - właśnie wybrano nas tam jako “potencjalny hit”. Trzymajcie kciuki. . (śmiech) Nasza marka rośnie, a ja na dobre zadomowiłem się w świecie mody.

MR: Stylu!

KJ: (śmiech) Tak, stylu. I ta torba go wyraża. Jest we mnie dzisiaj równie dużo Maroka jak i Polski. Torba, o której tyle rozmawialiśmy, łączy w sobie dwie kultury. Jak ja!
Trwa ładowanie komentarzy...